„Raz do sułtana przyszedł bardzo stary żebrak”, czyli Turcja, Turcja!

Jak daleko jest to Ankary? Jakieś 2,5 tysiąca kilometrów. Taką odległość przebyliśmy dwukrotnie, żeby dotrzeć na festiwal folklorystyczny w Cubuk, niedaleko od stolicy Turcji. Nasz Zespół reprezentował tam polską kulturę, pokazując ją na scenie, w czasie parady, a także na wielokulturowych spotkaniach wszystkich uczestniczących zespołów. Była to dla nas okazja do podzielenia się naszym dziedzictwem, dobrej zabawy i… przeżycia prawdziwego szoku kulturowego.

Chociaż podróżowaliśmy autokarem, to trzy dni poświęcone podróży na miejsce były dobrze zainwestowane i pełne atrakcji. Szczególnie zasłużyła się kapela, która umilała nam czas wprowadzając w bałkański nastrój. Dodatkowo akordeonista Maciek dał się poznać jako znawca nie tylko architektury (to z racji wykształcenia), ale też historii, i świetny przewodnik po odwiedzanych przez nas miastach.

Niecała doba jazdy – i już jesteśmy w Belgradzie. Kolejny nocleg to magiczny Stambuł. Nasz hostel mieści się w kamienicy, do której wchodzi się przez sklep z dywanami. Pierwsze zaskoczenie: chociaż niedawno minęła północ, to sklep jest czynny, a ulice pełne są ludzi. I my ruszamy na spacer, bo od centrum (wyznaczonego przez kompleks meczetów z Hagia Sofia i Błękitny Meczet) dzieli nas pięciominutowy spacer. Kawiarenki pozamykane, ale w każdej z nich widać drzemiących przy stolikach kelnerów. Delektujemy się wszechobecnym powiewem orientu i wracamy do hotelu, żeby chociaż chwilkę pospać. Rano czeka na nas śniadanie, które jemy na tarasie na dachu naszej kamienicy. Część jest zadaszona – tutaj wielu gości, widocznie bardziej oswojonych z tym miejscem - spędziło noc. Mamy tylko kilka godzin na zwiedzanie największego miasta Europy, a pokus jest wiele: oglądanie meczetów i pałacu sułtana, buszowanie po bazarze, rejs przez Bosfor… Każda możliwość zapewniała niezapomniane wrażenia, z nieuniknionym poczuciem niedosytu i postanowieniem powrotu w to miejsce.


Most nad cieśniną Bosfor otwiera przed nami drogę do Azji. Jeszcze 500 km i jesteśmy w Ankarze. Tam czekają na nas troskliwi organizatorzy, którzy staną się naszym utrapieniem na kolejne pięć dni. Czekają też inne zespoły, pochodzące z Bułgarii, Bośni i Hercegowiny, Cypru, Rumunii i Słowacji. Niestety, wbrew pierwotnym ustaleniom nie są to zespoły studenckie, a… dziecięce. Poza emerytowanymi Bułgarami, którzy na festiwalu prezentowali obrzędy swojej górskiej wioski. Mimo różnicy wieku planujemy międzykulturową integrację, która rozwijałaby się całkiem harmonijnie, gdyby nie interwencja organizatorów, niezadowolona z naszej obecności na korytarzu po 22… Chociaż określenie „Polonia big problem” pada z ust głównej organizatorki dopiero ostatniego dnia, to od początku wiemy, że jesteśmy utrapieniem organizatorów i powodem trosk tureckiej opiekunki naszej grupy, uroczej Burcak.

Problemem jesteśmy prawdopodobnie dlatego, że chcemy:

  • móc bawić się w towarzystwie innych zespołów i/lub we własnym gronie także po 22;
  • zwiedzać Ankarę;
  • zrobić zakupy na prawdziwym tureckim bazarze;
  • iść do prawdziwej tureckiej łaźni;
  • oglądać występy innych zespołów;
  • nie siedzieć bezczynnie w naszym czterogwiazdkowym hotelu lub garderobie;
  • nie nudzić się;
  • kawy na śniadanie.

Ot, taki szok kulturowy. My chcemy prostych rzeczy, a organizatorzy nam nie pozwalają, tłumacząc troską o nasze bezpieczeństwo… Ostatecznie  większość z tych postulatów udało nam się zrealizować jedynie połowicznie. Na przykład w ramach zwiedzania Ankary zawieziono nas do pałacyku – muzeum, zaprojektowanego parę lat temu przez architekta, który prawdopodobnie naoglądał się za dużo disnejowskich bajek o Alladynie. Drugim punktem zwiedzania było mauzoleum Ataturka, które swoim monumentalizmem zrobiło na nas duże wrażenie. I znów szok kulturowy, bo trudno nam sobie wyobrazić, żeby kult dyktatora mógł stać się religią dla całego narodu, tak dalece, że nawet nieświadomi przybysze są zmuszani do oddawania mu pokłonu, przez zmyślną konstrukcję posadzki drogi prowadzącej do grobu Ojca Turków. I to by było na tyle. Potem doczytaliśmy, że Ankara jest miastem nowym, nieciekawym i właściwie nie ma zabytków godnych szczególnej uwagi. Widocznie niewiele straciliśmy siedząc w hotelu, pluszcząc się w basenie  i obchodząc dziesiątki razy towarzyszący festiwalowi bazar w Cubuk.

W czasie czterech koncertów zaprezentowaliśmy następujące układy: mazur ludowy, Kurpie, kujawiak z oberkiem, krakowiak i Rzeszów. Szczególnie ciepłym przyjęciem cieszyła się przygotowana przez nas „Uskudara”, stara popularna piosenka turecka, śpiewana w układzie solistka Basia + chór. Koniec koncertów gości z sześciu krajów nie był końcem wrażeń dla publiczności. Po nas na scenę wkraczali tureccy gwiazdorzy (np. Mustafa Ceceli), połykacze ognia i miejscowi notable, którzy patronowali festiwalowi. W tle królowały kiszonki (ogóreczki zupełnie jak te popularne u nas!), kebab i czaj – herbata podawana w maleńkich kształtnych szklankach.

Po oficjalnym zakończeniu festiwalu pomachaliśmy biało – czerwonymi flagami, pożegnaliśmy się ładnie (wszyscy odetchnęli z ulgą) i wskoczyliśmy do autokaru. Również powrót był urozmaicony – przystankami w Edirne (Adrianopolu) i Bukareszcie, oglądaniem przepięknej Transylwanii (co prawda tylko przez okno, ale zawsze), i oczywiście śpiewem z towarzyszeniem naszej niezawodnej kapeli. Po kolejnych trzech dniach naszą orientalną przygodę uznaliśmy za zakończoną.

Wróciliśmy niewątpliwie bogatsi o wiele wrażeń i doświadczeń. Byliśmy na innym kontynencie, obserwowaliśmy i poznawaliśmy inne kultury… Ważny wniosek, który mogliśmy wyciągnąć na tej podstawie dotyczył zadziwiającej uniwersalnej płaszczyzny porozumienia, jaką jest taniec. Bośniacy i Cypryjczycy pod naszym okiem wycinali hołubce, a my śpiewaliśmy bałkańskie piosenki i tańczyliśmy w kręgu z Rumunami. Każdy zespół nauczył czegoś wszystkie inne i każdy wiele z tego wyniósł. Tylko organizatorzy nie tańczyli z nami i nie nauczyli nas niczego – poza cierpliwością.


Małgosia Zawilska

 


Politechnika Warszawska Polskie Akademickie Stowarzyszenie Folklorystyczne Międzynarodowa Rada Stowarzyszeń Folklorystycznych, Festiwali i Sztuki Ludowej